Skip to content

 

Historia i zabytki łańcuckiego cmentarza

 

dr Maria Nitkiewicz

Wstęp

Pisząc na temat miejsc wiecznego spoczynku należy od przypomnienia podstawowej wiedzy tym terminie, czyli od wyjaśnienia słowa – cmentarz. Pochodzi ono łacińskiego „coemeterium” – miejsce zaśnięcia, inaczej spoczynku. Ciała zmarłych chrześcijan oczekiwać tu miały na ponowne nadejście Chrystusa i Sąd Ostateczny. Wprowadzone do Polski w X wieku obrzędy chrześcijańskie sprawiły, że dawne pogańskie zwyczaje palenia ciał zostały wyparte, zaś zwyczaj zakopywania urn w polach lub gajach zastąpiono obowiązkiem grzebania zmarłych w ziemi poświęconej. Był to zawsze teren najbliższy kościoła. Tę surową zasadę przestrzegano aż do XVIII wieku.

Bardziej zasłużonych zmarłych, np. z rodu właścicieli miasta lub fundatorów świątyń oraz obrazów w nich wiszących można było złożyć w grobach pod kościelną posadzką, albo w murowanych grobowcach w jego podziemiach. Spoczywały tam też zwykle zwłoki kapłanów, a w klasztornych kaplicach – zakonników.

Z upływem wieków przepełnione stare cmentarze przykościelne zaczęły sprawiać kłopoty. Często zbyt płytko kopane mogiły wydzielały przykrą woń. Jeszcze gorzej było wewnątrz kościołów, gdy zrywana do pochówków posadzka zaczynała się zapadać, a latem odór zwłok powodował liczne omdlenia uczestników mszy. Należało coś z tym zrobić.                 W XVIII wieku przetoczyła się przez całą Europę fala dyskusji na ten temat. Dotarła ona także do Polski. Wypracowano wówczas pierwsze w tym zakresie zasady sanitarne, potrzebne tym bardziej, że co kilka, kilkanaście lat epidemie dziesiątkowały ludność.

W Polsce bardzo trudno było wprowadzić pochówki poza miasta, długo traktowano to jako przejaw bezbożności. W przełamywaniu oporów w tym zakresie ważna rolę odegrał między innymi właściciel dóbr łańcuckich, książę Stanisław Lubomirski. Na stanowisku marszałka wielkiego koronnego starał się on zrealizować powziętą w stolicy w 1745 roku uchwałę o utworzeniu cmentarza poza miastem. Przy poparciu biskupów w 1781 roku otwarto pierwszy nie leżący przy kościele cmentarz nazwany Świętokrzyskim. Dopiero jednak przykład biskupa Wodzyńskiego, który kazał się tam pochować spowodował, że inni także zaakceptowali nowe miejsce. Wkrótce powstał drugi cmentarz nazwany „Powązkowskim” istniejący od 1790 roku do dnia dzisiejszego.

W Łańcucie rodzinnym mieście Lubomirskich, zamknięto cmentarz przy kościele farnym i otworzono nowy poza ogrodami miejskimi w tym samym czasie, czyli pod koniec XVIII wieku, Zbiegło się to z nową sytuacją administracyjną. Od 1772 roku po pierwszym rozbiorze Łańcut znalazł się w zaborze austriackim, dostosować się więc musiał do panujących w tym państwie przepisów administracyjnych. Tak przedstawiała się sytuacja na przełomie czasów Staropolskich i nowszych. Tak doszło do powstania w naszym mieście trzeciego, dziś już nie istniejącego cmentarza. Dla pełnego obrazu należy jednak przedstawić także wcześniejsze miejsca pochówków.

 

Łańcuckie nekropolie XIV – XVIII w.

W pobliżu ludzkich siedzib od zawsze znajdowały się cmentarze. Zmieniały się cywilizacje i zwyczaje religijne, ale zmarłych trzeba było gdzieś grzebać, miejsca ich spoczynku były nieodłącznym elementem krajobrazu. Skoro więc dzieje miasta zaczynamy od daty lokacji, w przypadku Łańcuta umownie przyjęto rok 1349, to należy odszukać także istniejący od tego momentu cmentarz.

Przytoczona wcześniej zasada pochówków w poświęconej ziemi mówi, że miejsce to znajdować się musiało przy kościele farnym pod wezwaniem św. Barbary. Zgodnie z zasadami lokacyjnymi plac na farę zwykle wytyczano w narożu rynku, tak też było w Łańcucie. Nie przeczy temu fakt, że obecnie stoi tu rozległy czteroskrzydłowy budynek dawnego klasztoru dominikańskiego. Podczas prac remontowych w 1967 roku znawca dawnej architektury - Józef Frazik, przeprowadzając badania w skrzydle północnym odkrył ślady najstarszego w mieście kościoła. Prace ziemne wykonane od  północnej strony budynku potwierdziły też istnienie cmentarza. Liczne kości, jakie tu wykopano zostały przeniesione na teren obecnej nekropolii. Przy południowej ścianie budynku na wewnętrznym wirydarzu odkopano także resztki szkieletów. Był w śród nich jeden z odciętą, leżącą obok głową. Jak głosi legenda pochowano tu Władysława Stadnickiego, syna Diabła Łańcuckiego.

Kościół św. Barbary funkcjonował do 1552 roku kiedy to zamknął go ówczesny właściciel miasta – Krzysztof Pilecki. Już w 1548 roku przeszedł on na luteranizm, rok później wygnał z Łańcuta dominikanów i w ich budynkach na sąsiadującym z miastem wzgórzu ustanowił zbór protestancki. Wokół zboru powstał wtedy cmentarz, który funkcjonował, aż do końca XVIII wieku.

Pierwotny klasztor przebudowano na świątynię luterańską. Otrzymała ona przy fasadzie dwie wieże obronne, a teren nowego cmentarza otoczono obronnymi parkanami, od miasta odcinając go dodatkowo głęboką fosą. Tak powstał ostatni punkt oporu w razie najazdu wroga.

Sprawa o zamianę placów między farą a dominikanami toczyła się długo. Jej początek to rozpoczęcie odbudowy miasta po całkowitym zniszczeniu poprzez Tatarów w 1498 roku. Przypomnę tu znaną już i cytowaną korespondencję z 1520 r. Stanisława i Mikołaja Pileckich z Watykanem, w której zwracali się z prośbą o poparcie w sprawie zmiany omówionych wyżej obszarów. Nic nie skruszyło jednak uporu zakonników, realizację planów umożliwiła dopiero Reformacja. Obiekty na wzgórzu zmieniły właściciela po wykupieniu i przejęciu majętności przez Stanisława Lubomirskiego, który w 1630 r. przywrócił katolicyzm i w miejscu tym utworzył nową farę. Kościół otrzymał wówczas patrona św. Stanisława Biskupa.

Dominikanie powrócili do Łańcuta już w 1622 r. oddano im zrujnowany kościół św. Barbary, który odbudowany został w stylu barokowym, w zmienionym układzie z wejściem od wschodu. Budowla powiększała się przez następne sto lat, ostateczny kształt otrzymując dzięki fundacji księcia Teodora Lubomirskiego około 1730 r. Obok, po północnej stronie pozostał stary cmentarz, gdzie sporadycznie grzebano mieszczan nawet do końca XVII wieku. Przepisy religijne wprawdzie nie pozwalały na pogrzeby świeckie na obszarze klasztornym, ale przecież było tam już wiele starych rodzinnych grobów i trudno byłoby zabronić dostępu do nich. Ten cmentarz sprzedany został dopiero w 1880 r. aktualnemu użytkownikowi budynków, a był nim wojskowy szpital.

Wracając do omawianego drugiego cmentarza leżącego niegdyś przy obecnym kościele farnym przypomnieć warto, że stojąca do dziś na solidnej kolumnie figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem to jeden z osiemnastowiecznych nagrobków. Ten obszar choć niewielki był bardzo intensywnie wykorzystywany. Podczas epidemii, tak zwanego „morowego powietrza”, gdy brakowało już miejsca nawożono grubą warstwę świeżej ziemi i w niej powstawały kolejne groby, dlatego wzgórze powoli podniosło się, a sam kościół jakby się zapadał. Oprócz zewnętrznego placu wykorzystywano także podziemia. Pod nawą północną na przełomie XIX /XX wieku odkryte zostały piwnice, gdzie na postumentach bez trumien złożone były szczątki duchownych, przeważnie w habitach, a niektórych w bogatych szatach liturgicznych. Pod nawą południową mieściła się od XVII w. kaplica rodziny Lubomirskich opisana dokładniej w wydanej w 1992 r. książce Marty Paterak „Kaplica grobowa Potockich”. Tytuł mówi o nowszej kaplicy wybudowanej podczas poszerzania i przebudowy kościoła w latach 1896 – 1900, ale dając także wcześniejszy rys historyczny, autorka opisała również starszą kryptę mieszczącą się w połączonych dwu piwnicach południowej nawy. Najstarsza stojąca tam trumna należy do Barbary Lubomirskiej zmarłej               w 1689 r.

Opierając się na wspomnieniach Stanisława Cetnarskiego wymienić należy jeszcze trzecią, zamurowaną wcześniej piwnicę, gdzie pośród rumowiska gruzu stało kilka bardzo starych trumien. Jedną z nich otwarto i znaleziono w niej szczątki kobiety w seledynowej jedwabnej sukni i czepcu na głowie. Strój wskazywał na odległe czasy. Cetnarski przypuszczał więc, że zmarła należała do rodziny Pileckich. Powtarzana pod koniec XIX wieku przez starszych ludzi opowieść mówiła, że solidne dębowe trumny w tej krypcie, wcześniej były dodatkowo umieszczane w misternie zdobionych, a nawet pozłacanych cynowych trumnach. Relację Cetnarskiego uzupełnić należy informacjami zawartymi w drukowanej przez krakowski „Czas” w kilku odcinkach w 1862 r. „Monografii miasta Łańcuta”. Autor tego artykułu mógł rozmawiać z ludźmi, którzy pamiętali przypadkowe odkrycie dokonane w 1836 r. Otwarta wówczas po raz pierwszy krypta mieściła kilka cynowych trumien „misternej roboty” z napisami. Chyba na podstawie tych napisów ustalono, że należały do „Arianów” z okresu Reformacji. Po namyśle uznano, że można je zdjąć, zostawiwszy tylko dębowe trumny, a pozyskany w ten sposób metal przetopić na lichtarze, co niestety uczyniono. Tak zniszczono piękny i cenny zabytek epoki Renesansu.

 

Wiek XIX i XX

Wspomniane na wstępie regulacje prawne wymusiły około 1780 - 1790 r. utworzenie w Łańcucie cmentarza poza miastem. Przeznaczono na to niewielki klin ziemi przy drodze do Wysokiej, między obecnymi ulicami Mickiewicza i Sokoła. W księdze Miejskiej Rady z początku XIX wieku najwcześniejsza wzmianka o tym cmentarzu pochodzi z 1806 r. Plac ten zapełnił się szybko. Przyczyniła się do tego epidemia cholery z 1831 r. Potem jeszcze nieraz cholera i czarna ospa zwiększały okresowo liczbę zgonów, stosunkowo wcześnie zaczęto wiec myśleć o nowym miejscu. Jeszcze w I połowie XIX stulecia zakupiona została działka położona nieco dalej, przy tej samej drodze, ale już na terenie Przedmieścia. Przedstawia ją plan katastralny z 1849 r. Pomiary przeprowadzone wówczas na polecenie administracji austriackiej stały się podstawą do wykonania bardzo dokładnych map, tak dobrych, że do połowy XX wieku nanoszono tylko aktualne zmiany, dawny wyrys traktując jako podkład. Okolice Łańcuta przedstawione na dużego formatu arkuszach wydrukowano w 1852 r. Arkusz IV wydrukowano podwójnie. Pierwsza wersja obejmująca sąsiadującą z miastem południową część Przedmieścia ma zaznaczony przy granicy łan ornej ziemi, w drugiej wersji część łanu oddzielono linią i wyrysowano na niej krzyżyk, tak jak oznacza się groby. Wygląda  to jakby właśnie między 1849 a 1852 rokiem zaczęto w tym miejscu pochówki.

Niektóre opracowania nie podając źródła wymieniają rok 1862 jako datę założenia istniejącego do dziś cmentarza. Rozbieżność tę wynosząca aż dziesięć lat można jednak wytłumaczyć.

Prawdopodobnie nowe miejsce pochówków powstało początkowo jako cmentarz choleryczny w czasie epidemii 1848-1849 potem go zamknięto, gdyż stary cmentarz przy ulicy Mickiewicza nadal był używany. Pamiętać trzeba, że lata 1845 – 1855 w Galicji to okres częstych powodzi, następującej po tym zgnilizny w uprawach roślinnych, w konsekwencji dawało to częste choroby wśród zwierząt hodowlanych, a w końcowym efekcie powszechny głód. Ludność w tym czasie umierała licznie, cmentarze zapełniały się.

Niewielki plac przy ulicy Mickiewicza był przepełniony, gdy upłynęło niewiele ponad pół wieku. W 1862 r. dokonano oficjalnego przeniesienia cmentarza parafialnego na nowy, częściowo zajęty już obszar, równocześnie powiększono jego powierzchnię. Górną granicę wyznaczyła linia przed zakrętem drogi w miejscu gdzie obecnie znajdują się groby księży. Tam też zapewne ustawiono krzyż z datą „1862” lub cyframi rzymskimi „MDCCCLXII”, gdyż taki był zwyczaj. Tę datę po pewnym czasie zaczęto kojarzyć z Powstaniem Styczniowym, łatwo było wyryć jeszcze jedną kreskę i zrobić rok 1863. Mało prawdopodobne wydaje się by na cmentarzu stały dwa krzyże z tak bliskimi datami.

Z biegiem lat gdy obszar powiększał się o następne części łanu, krzyż ten był przesuwany, aż w końcu, jak wspominają pamiętnikarze, ustawiono go na początku cmentarza, tuż przy płocie.

Mapy z 1875 r. pokazują ten obszar z granicą wytyczoną w 1862 r., kolejna część łanu dokupiona została w 1881 r., a potem jeszcze następne. Na początku XX w. utworzono zamykającą ten obiekt kwaterę wojskową. Obecnie jest to jedyny zachowany „stary” cmentarz w Łańcucie. Powiększono go jeszcze raz w drugiej połowie XX w., a potem dokupiono kolejny łan ziemi leżącej obok. Nowe kwatery mają już całkiem inne nagrobki, jedynie w zabytkowej części spotkać można jeszcze dawne ciekawe pomniki, a rozłożyste wiekowe drzewa nadają temu miejscu niepowtarzalny klimat.

Wyjaśnić tu jeszcze trzeba jak zniknęły trzy najstarsze miejskie cmentarze. Rok 1880 przyniósł ważne dla lokalnej społeczności wydarzenia. Problemy z gmina żydowską sprawiły, że Miejska Rada zaczęła bliżej interesować się tematem cmentarzy dotychczas zarządzanych przez gminy wyznaniowe. Wcześniej, gdy mieszkańcy zgłaszali różne postulaty dotyczące zagospodarowania tych terenów burmistrz odpowiadał, że cmentarz parafialny jest użytkowany przez 9 gmin podmiejskich i powinny one dołączyć się do kosztów jego utrzymania. W kwietniu 1880 r. podjęto jednak uchwałę o przejęciu w zarząd miasta wszystkich miejskich pochówków. 19 maja na kolejnym posiedzeniu Rady upoważniono burmistrza Józefa Gawła do załatwienia sprzedaży dawnych, nie użytkowanych już nekropolii. Odciążyłoby to Radę od kosztów ich utrzymania, a uzyskane pieniądze można by przeznaczyć na aktualne potrzeby w nowym miejscu. Chętni do zakupu już byli, nie trzeba było ich szukać. W protokole wymieniono: Szpital dla Ubogich, administrację Szpitala Wojskowego, Kolej Karola Ludwika, Parafię Łańcucką, Józefa i Marię Kinelskich oraz „państwo łańcuckie” czyli Ordynację. Do tego grona dołączyły też gminy należące do parafii, na których terenie znajdowały się cmentarze choleryczne: Przedmieście, Głuchów, Sonina, Dębina, Smolarzyny, Dąbrówki, obie Wole – Bliższa i Dalsza oraz Podzwierzyniec. To wyliczenie jest najpełniejszym wykazem wszystkich starych cmentarzy w mieście i okolicy należącej do tutejszej parafii.

 

Cmentarze choleryczne

Wymienione wcześniej gminne cmentarze bez wyjątku zaliczyć należy do tzw. cholerycznych. Tworzono je w okresach wzmożonej umieralności, gdy nie było komu organizować konduktów pogrzebowych do odległego miasta, nie mówiąc już o tym, że cmentarz parafialny nie byłby w stanie pomieścić tylu nowych grobów.

W XIX wieku największa epidemia cholery miała miejsce w roku 1831 i zapewne w tym czasie powstały wspomniane miejsca pochówków. Zamykano je potem na czas jakiś, aż do wystąpienia kolejnej epidemii. Jedynym wyjątkiem co do roku założenia był wytyczony w 1849 plac dla zmarłych na cholerę żołnierzy rosyjskiego regimentu wysłanego przez cara jako pomoc dla władz austriackich w tłumieniu rewolucji na Węgrzech. Gdy 5 stycznia generał Windisch – Gratz z podległymi mu wojskami zdobywał Budapeszt, regiment moskiewski nie dotarł jeszcze do Łańcuta, przybył tu dopiero w sierpniu i musiał się zatrzymać z powodu licznych zachorowań na tę zaraźliwą chorobę. W tym miesiącu zmarło czterdziestu dziewięciu Rosjan, w następnym jeszcze dwunastu. Pochowano ich prawdopodobnie na skraju Folwarku Górnego, przy drodze do Soniny. Starzy mieszkańcy wspominali, że stały tam nagrobki kamienne z tekstem pisanym niezrozumiałymi literami. Był to zapewne jedyny prawosławny cmentarz w Łańcucie i chyba to jego obszar wykupiła potem Ordynacja.

Pod koniec stulecia wdrażane już od dłuższego czasu zasady sanitarne zaczęły przynosić skutki. Ospie zapobiegały wprowadzone właśnie szczepienia, cholera nie osiągała, aż tak dużego nasilenia, cmentarze można było nie tylko zamknąć, ale także zagospodarować inaczej. Sprzedano je wszystkie w 1880 r. Przetrwał jedynie stary cmentarz parafialny przy ulicy Mickiewicza, ale i ten zamknięto ostatecznie w 1909 r. Stojące tam pomniki kazano przenieść na nowy cmentarz, były to przeważnie wysokie żeliwne ażurowe wieżyczki w stylu neogotyckim. Jeszcze w latach 60-tych XX wieku można je było spotkać ustawione wzdłuż głównej drogi biegnącej pomiędzy grobami. Miały one metalowe tablice, często w języku niemieckim lub węgierskim, gdyż poświęcone były zmarłym oficerom stacjonującej w Łańcucie austriackiej armii.

 

Żydowskie kirkuty

Radykalna akcja sprzedawania starych metropolii przypada na moment zakończenia konfliktu, jaki trwał od wielu lat pomiędzy Radą Miasta, a gminą żydowską. W 1879 r. nastąpiła jego kulminacja. Wcześniej wielokrotnie apelowano do Kahału – zarządu gminymieszkańców religii mojżeszowej, by dopełniając obowiązujących przepisów państwowych utworzyli nowe miejsce pochówków z dala od zabudowań mieszkalnych i ogrodów. Stary żydowski kirkut (tak nazywano po hebrajsku cmentarz), od XVII wieku leżał wprawdzie poza centrum miasta, ale pośród mieszczańskich ogrodów, na których od ulicy Grunwaldzkiej wybudowano w tym czasie wiele domów.

Trudno powiedzieć, w którym roku wydano nakaz przeniesienia kirkutu w inne miejsce. Protokoły Miejskiej Rady zachowały się dopiero od 1879 r., a był to już moment ostatecznych rozstrzygnięć. Prawdopodobnie wielokrotnie podejmowano uchwały, zatwierdzano nakazy, przypominano o przestrzeganiu przepisów, ale jak była już mowa w przypadku katolickich cmentarzy, niechęć rodzin do grzebania zmarłych w nowym, pustym jeszcze miejscu była ogromna. Gmina żydowska zapewne obiecywała, że spełni wymagania administracyjne w tym zakresie, ale na tym się kończyło. Gdy z powodu ciasnoty znów dokupiła kolejny kawałek sąsiadującego ogrodu by poszerzyć kirkut, Rada Miejska podjęła decyzję o zakazie używania tej działki, niestety został on złamany. Szczególnie poruszyło to właścicieli sąsiednich posesji. Przebiegał tędy niewielki ciek wodny, rozlewający się w niżej położonej części terenu w niewielką sadzawkę, w której pojono bydło. W takim układzie zagrożenie sanitarne było realne, a konieczność stosowania się do przepisów państwowych tym bardziej oczywista.

Na zebraniu Rady Miejskiej w dniu 8 lutego 1879 r. dwu radnych mieszkających w pobliżu kirkutu wniosło skargę, że pomimo zakazu na zakupionym niedawno skrawku ziemi jest już 6 grobów. Dyskusja była ostra. Radni żydowscy zmobilizowali siły, by wszystko zostało po staremu, wnioskowali nawet, by z głosowania wyłączyć dwu osobiście zainteresowanych tą sprawą radnych chrześcijańskich, mimo wszystko udało się podjąć kolejną uchwałę nakazującą utworzenie nowego kirkutu poza miastem.

Kahał zaczął przygotowania do załatwienia zakupu, ale mimo nacisków czynił to bardzo powoli. Pod koniec roku by sprawę przyśpieszyć uchwałą Rady zamknięto stare miejsce pochówków i wyznaczono kary pieniężne za złamanie tego zakazu.

Na początku 1880 r. znów powrócono do sprawy ustalając ostatni już, tylko miesięczny termin, ostrzegając, że gdyby Kahał nie zakupił ziemi w zgodnym z przepisami miejscu, Rada Miasta zorganizuje plac zastępczy. W końcu gmina żydowska uległa, zakupiono część gruntu z Folwarku Górnego, dziś ul. Traugutta. Spełniał on wszelkie wymogi sanitarne, leżał niedaleko od cmentarza parafialnego.

Ostatni dramatyczny akt rozegrał się w maju 1880 r. Starszy, bardzo zasłużony dla miasta lekarz Żyd prosił by pozwolono jeszcze tylko jedną osobę – szanowanego w swym środowisku Abrahama Spirę, pochować na starym kirkucie. Tłumaczył, że wprawdzie nowe miejsce jest, ale nie zostało jeszcze poświecone zgodnie z rytuałem. Radni byli w rozterce, uważali jednak, że nawet jednorazowe ustępstwo znów odwlecze przenosiny. Podjęcie decyzji pozostawiono burmistrzowi, dlatego protokół jej nie zanotował. Wkrótce nowy kirkut zaczął się zapełniać.

Do tej opowieści życie dopisało jeszcze epilog. W czerwcu 1880 r. dotarła z Wiednia do Urzędu Miasta spóźniona interwencja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nakazująca odpieczętowanie zamkniętych bram starego kirkutu. Odpowiedź Rady była szybka i prosta . Zgodzono się na to, gdyż pogrzeby odbywały się już w nowym miejscu. Jak widać społeczność żydowska walczyła z nieuchronną koniecznością dostosowania się do przepisów wykorzystując wszelkie możliwe sposoby, angażując wszystkie znajomości, docierając nawet do rządu Austrii, tak naprawdę nie zorientowanego w małych lokalnych sprawach.

Na koniec wyjaśnić trzeba jeszcze informację podaną w drukowanej w Izraelu w 1963 r. „Księdze Łańcut”. Podano tam, że nowy kirkut otwarty został w 1860 r., to błędna data, ale być może właśnie wtedy rozpoczęła się cała batalia i trwała aż przez dwadzieścia lat. „Księga” mówi też, że był to czwarty kirkut. Można przyjąć to za prawdę, gdyż ten leżący przy ulicy Moniuszki był co najmniej dwukrotnie poszerzany, czyli zajmował trzy działki.

 

Cmentarze wojskowe i wojenne

Dla pełnego obrazu wspomnieć należy o stosunkowo niedawno wyodrębnionych częściach cmentarza. Kwatera wojskowa na końcu pierwszego zakupionego pasa ziemi utworzona została na początku XX wieku. Znajdowały się tam groby żołnierzy poległych w czasie I wojny światowej, zmarłych w okresie międzywojennym oraz zabitych podczas działań frontowych w 1939 roku. Jeszcze w okresie okupacji widoczne były osobno, z innym nasadzaniem kwiatowym, groby Niemców, osobno Polaków i osobno duża grupa mogił ukraińskich. Te ostatnie zapełniły kwaterę w latach 1920-1921, gdy w obozie jeńców internowanych z Ukraińskiej Republiki Ludowej wybuchła epidemia tyfusu. Przepełnione do granic możliwości baraki koszarowe, trudności ze zdobyciem wyżywienia sprawiły, ze ofiar tej choroby było dużo. Pierwszych kilkuset żołnierzy pochowano w kwaterze wojskowej, dalszych grzebano w pobliżu koszar. Obóz wkrótce zamknięto, żołnierzy zwanych Petlurowcami, od nazwiska ich dowódcy, przeniesiono do innych miast.

Po II wojnie światowej, gdy zmarłych w czasie działań frontowych w 1944 żołnierzy radzieckich przeniesiono z prowizorycznych grobów na specjalnie utworzony cmentarz, położony obok parafialnego, umieszczono tam wkrótce ekshumowane szczątki z przykoszarowych grobów. Cały cmentarzyk ogrodzono, na środku stanął pomnik z napisami, szeregi mogił ujęto w obramienia.

W przeciwieństwie do niego stara kwatera wojskowa po wojnie kilka razy przebudowywana i na nowo „porządkowana” w rezultacie stałą się opustoszałym placem. Stoją na nim przypadkowo rozmieszczone symboliczne mogiły i kilka różnych tablic pamiątkowych. Obiekt ten wymaga solidnej rekonstrukcji i zaprowadzenia ładu.

 

Zabytkowe pomniki starego cmentarza

Wiemy już jak powstał obecny cmentarz, teraz kilka historycznych faktów na temat jego zagospodarowania. Jak już była mowa pierwsze pochówki w nowym miejscu zwykle dokonywane są z dużymi oporami. Rodziny grzebią zmarłych najchętniej w pobliżu istniejących grobów krewniaków, tak by nawet po śmierci nie czuli się osamotnieni, przy ulicy Mickiewicza zdarzały się pogrzeby jeszcze w II połowie XIX wieku. Do końca stulecia palono tam świeczki w święto zmarłych, choć nowy cmentarz już trzeba było powiększać.

Obecna nekropolia bardziej odpowiadała zasadom ujętym w nowych przepisach państwowych, zachowując jednakże stare tradycje religijne. Teren wąski, długi, utrzymał kształt dawnego łanu, wijącego się lekko i wznoszącego pod górkę. Obszar położony z dala od miejskich zabudowań, był przewiewny i suchy. W dużym stopniu posiadał wymagany w średniowieczu bezwzględnie, a później tylko zalecany kierunek osi wschód – zachód, z wejściem od zachodu. Przepisy mówiły by na początku, a równocześnie górnej jego części ustawić krzyż. W jego pobliżu umieszczano groby kapłanów ułożone bokiem do pozostałych. Wierni tak jak w kościele, grzebani byli głową w stronę krzyża. W przepisach zagospodarowania takiego terenu stosowano zasadę odrębnych kwater dla osób dorosłych i dzieci. Łatwiej było wtedy zachować ujednolicony wymiar mogił, wytyczyć ścieżki i zachować regularny układ. Ułatwiało to później odszukiwanie grobów. Cmentarz powinien być otoczony murem lub solidnym parkanem, zamykany bramą, której żadne zwierzę nie potrafiłoby sforsować, szczególnie psy lub bydło szukające paszy. W Łańcucie oprócz płotu zasadzono dokoła gesty żywopłot z tarniny. Trawy z tego terenu nie wolno było wypasać. Zabraniano też urządzania imprez publicznych, uprawiania handlu, czy innego zakłócania spokoju tego miejsca. Szacunek dla zmarłych sprawiał, że przekraczając bramę cmentarza przestępca znajdował tu azyl, nie wolno go było dalej ścigać.

W dawnych czasach wszystkie groby wyglądały podobnie: pryzma ziemi, której boki umacniano darnią, w głowach krzyż drewniany, czasem posiadający tabliczkę z nazwiskiem zmarłego. Latem sadzono tu jakieś kwiaty, albo krzew ozdobny. Przypomnieć też warto pradawny słowiański zwyczaj, który przetrwał w zmienionej nieco formie. Otóż przed wiekami, gdy zmarłych grzebano przy drodze albo w głębi gaju, każdy przechodzień lub podróżujący konno, mijając taką mogiłę powinien rzucić na nią świeżo zerwaną gałązkę lub kwiat. Gdy nie było w pobliżu zieleni już wcześniej zrywano i przygotowywano bukiet. W ostateczności mogła to być garść siana wyjęta z wozu. Te rzucane rośliny nie sprzątane nigdy tworzyły z biegiem lat kopczyk. Obyczaj ten zmienił się obecnie w nawyk przynoszenia na groby ciętych kwiatów. Oczywiście gdy zwiędną, są szybko usuwane.

 Zieleń jest nieodłącznym elementem tego uświęconego miejsca. Są to nie tylko niskie, okresowe nasadzenia, ale przede wszystkim drzewa, z biegiem lat coraz wyższe i coraz bardziej rozgałęzione. To one swymi potężnymi konarami tworzą tę ulotną atmosferę zielonkawego półmroku, chłodu nawet podczas skwarnego lata, ciszy potrzebnej do spoczynku, skłaniającej do zadumy. Utrzymanie zieleni w tak gęsto zagospodarowanym miejscu sprawia wiele kłopotów, nie powinno to jednak zniechęcać. Odpowiednio wcześnie przycięte gałęzie, co pewien czas wymieniane nawet całe drzewa, nie będą stanowić zagrożenia dla pomników, a stworzą niezbędną izolacje od świata zewnętrznego.

Warto by pomyśleć o przywróceniu wyglądu z lat 50- tych ubiegłego stulecia głównej alei przebiegającej środkiem cmentarza. Po obu jej stronach  rosły wówczas młode brzozy o białych pniach i wiotkich gałęziach. Ich drobne liście żółkły zwykle przed świętem 1 – go listopada i przypominały poruszane wiatrem złociste płomienie świec. Z brzóz zostało jeszcze kilka, ale są już za bardzo przerośnięte.

W kompozycji całej przestrzeni zauważyć się daje jeszcze jedną prawidłowość. Oprócz pojedynczych jest wiele 2 – 3 osobowych mogił. W pewnych zakątkach cmentarza usytuowane obok siebie groby tworzą czasem obraz rozgałęzień rodowych, odtwarzając układy sąsiedzkie, albo pokazują grupy towarzyskie przeniesione ze świata żywych. Zwyczaj nakazywał zmarłych nawet w długim odstępie czasowym małżonków chować obok siebie. Do takiej rodzinnej kwatery dołączały potem dzieci, bliscy krewni lub domownicy. Zasady sanitarne pozwalały na ponowny pochówek w tym samym miejscu po upływie 20 lat. Sprawiało to, że w rodzinnych grobach leżało zwykle dużo więcej osób niż wskazywała na to liczba kwater. Po jakimś czasie nawet najbliżsi nie pamiętali kto tam spoczywa. Murowane grobowce zamożnych mieszczan, mieszczące także wiele trumien, usytuowano w szeregach, albo w nieco mniejszych grupach. Bogacący się spadkobiercy w późniejszym okresie wznieśli nowe, ozdobne nagrobki, co niestety zatarło dawny obraz. Ten proces trwa nadal.

 Stawianie pomników zaczęło się w średniowieczu od tablic – epitafiów umieszczanych we wnętrzach kościołów, poświęconych ważnym osobistością. Później ludzie, których było na to stać, zamiast prostego krzyża umieszczali na grobie jakąś figurkę: patrona, anioła, lub symboliczną kompozycję wyrażającą żal po zmarłym, tak powoli kształtował się wszechobecny dziś zwyczaj budowania nagrobków.